Kto się boi szkół zawodowych?

http://www.evolllution.com/wp-content/uploads/2012/09/industrial-sized.jpg
Ułomny, polski system edukacyjny wyraźnie dzieli społeczeństwo na „inteligentnych - tych po studiach” i „nieinteligentnych - tych bez dyplomu”. W Polsce nadal nieskończone studia są przyczyną głębokich urazów i kompleksów. Tymczasem w „starej” Europie można bez trudu radzić sobie na rynku pracy z wykształceniem, np. licencjackim. Trzyletnie szkoły „zawodowe” nie zaprzątają młodych głów zbędną teorią. Uczą mierzalnych kompetencji i wypuszczają na rynek z konkretnym zawodem lub uprawnieniami.

Stare korzenie


Idea dzisiejszej szkoły z podziałem na klasy, długością lekcji, nauczycielem w roli mentora zrodziła się na przełomie XVIII i XIX wieku. Ówczesny pomysł na masowe nauczanie był odpowiedzią na rewolucję industrialną. Powstawały pierwsze fabryki, w których rzecz jasna, potrzebni byli robotnicy. Z reguły źle opłacani, brudni, często głodni plasowali się na samym dnie struktur społecznych. Nieco lepiej żyło się tzw. inteligencji pracującej powiązanej z przemysłem – inżynierowie, specjaliści w wąskich dziedzinach mieli wyższe pensje i co najważniejsze – nie musieli brudzić rąk.

Z czasem jednym z wyznaczników pozycji społecznej stało się to, jaki rodzaj pracy wykonujemy: „brudną - przy maszynach” lub „czystą - w biurze”. To zafałszowane rozumienie prestiżu pracy, z czasem, zdyskwalifikowało nie tylko profesje „robotnicze”, również pracę na roli.

W Polsce niechęć do pracy rąk przybrała na sile po reformie z 1999 roku. Nagle otworzył się rynek edukacyjny. Dzięki drastycznemu obniżeniu poziomu matur, wzrosły wskaźniki ilości absolwentów ze średnim wykształceniem. Dla wszystkich, którzy wcześniej nie mieli wstępu na studia, otworzyły się drzwi wyższych uczelni. Każdy, kto miał ambicje, a niekoniecznie intelektualne możliwości – mógł studiować.

Z perspektywy czasu wyraźnie widać, że największym błędem reformy edukacyjnej rządu prof. Jerzego Buzka było założenie, że tzw. „wykształcenie ogólne” daje elastyczność na rynku pracy i łatwość zmiany zawodu.

Pamiętajmy też, że ta sama reforma przypieczętowała marny los szkół i techników zawodowych. Twórcy (prof. Mirosław Handke z zespołem) „poświęcili” konkretną wiedzę zawodową na rzecz promowania wykształcenia ogólnego.

Wielka pomyłka

Zresztą, gwoli sprawiedliwości, dodajmy, że na początku XXI wieku, w samym rozkwicie rewolucji naukowo-technicznej krajom rozwiniętym wydawało się, że rynek pracy szybko wchłonie rzesze ogólnie wykształconych pracowników. Sądzono, że tzw. „nowa ekonomia” ograniczy zapotrzebowanie na zawody produkcyjne i usługowe.

W „starej” Europie, pomijanie wagi szkół zawodowych doprowadziło nie tylko do zanikania usług typu krawiectwo, szewstwo, kaletnictwo, dekarstwo, ale również do niebotycznego wzrostu cen usług. Na szycie garniturów lub sukienek u krawca stać wyłącznie najbogatszych. Reszta, z konieczności, ubiera się w sklepach typu ZARA i H&M.

Miernie, biernie i bez zmian

Polski system edukacyjny nadal nie umie i nie chce pozbyć się mitów, które stały się podstawą reformy z 1999 roku. Nadal mamy zdecydowaną nadpodaż uczelni „humanistycznych”. Bezrobocie wśród absolwentów powoli osiąga zastraszający poziom (prognozowane ponad 30% w 2013 r.). Młodzi, jak przysłowiowego ognia, unikają uczelni i kierunków, na których trzeba pochwalić się konkretną wiedzą. Tłumów „uzdolnionych humanistycznie” nie przeraża wizja bezrobocia i z nonszalancją lekceważą wiedzę z matematyki, fizyki i nauk przyrodniczo-technicznych.

Reformowanie uczelni wyższych po polsku przypomina francuskie perfumowanie brzydkich zapachów. Zmiany polegają na kosmetycznym zamykaniu przestarzałych kierunków i… otwieraniu nowych. Zmieniają się nazwy. Programy nauczania pozostają bez zmian. W podejściu wyższych uczelni do nowych kierunków i zakresów nauczania, chyba najbardziej szokuje założenie, że na popularność mają szansę tylko kierunki dla przeciętniaków.

Oto przykład;
Wśród nowo otwieranych kierunków studiów w USA i Europie zachodniej znalazły się (nazwy kierunków podaję w oryginale): Bio-Inspired Robotics (na wydziałach inżynierii mechanicznej): Geosience Modeling (połączenie geofizyki, inżynierii i fizyki medycznej); Linear Spaces and Matrix Theory (na wydziałach matematyki); Electro-Optics (na wydziałach elektrycznych); Computer Aided Design in Ecology (połączenie ekologii i programowania wspomaganego komputerowo).

A u nas?
Proponowane „nowe” kierunki studiów w Poznaniu na UAM: Dialog i zaangażowanie społeczne (na Teologii); Zarządzanie wiedzą (na Filozofii); Bezpieczeństwo narodowe (na Dziennikarstwie).

Drodzy czytelnicy

Chcę być dobrze zrozumiana – wiem, jak trudno jest polskim uczelniom równać się z zamożnymi szkołami w Stanach i na zachodzie Europy. Wiem też, że powyższe zestawienie jest trochę nie fair. Jednak z ogromnym trudem radzę sobie z wnioskiem, który nasuwa mi się sam. Dlaczego, przez wieki, (od Kochanowskiego, przez Marię Skłodowską-Curie aż po dzisiaj) nic się nie zmienia? Dlaczego po wartościową wiedzę musimy jechać za granicę?

A może wystarczy trochę odwagi, żeby pozamykać pseudo-szkoły wyższe z pseudo- programami nauczania? Postawmy na konkretne kierunki. Dofinansujmy najlepsze wydziały matematyki, fizyki, nauk przyrodniczych i technicznych. Postawmy na politechniki i nowe technologie.

Oszukani

Zróbmy to tym bardziej, że mity, które stworzyły reformę z 1999 dawno już zostały obalone. Wiemy, na przykład, że dyplom wyższej uczelni nie gwarantuje pracy. Wiemy to, z całą pewnością, od ogólnoświatowego kryzysu z 2008 roku. Po tej dacie, w USA i Europie wskaźniki bezrobocia wśród absolwentów szkół wyższych zaczęły gwałtownie rosnąć. Okazało się, że na rynek pracy wchodzą kolejne roczniki oszukanych wizją pracy „czystych rąk” dla wszystkich.

Zaskoczenie młodych jest tym większe, że ułomny, polski system edukacyjny wyraźnie dzieli społeczeństwo na „inteligentnych - tych po studiach” i „nieinteligentnych - tych bez dyplomu”. W Polsce nadal nieskończone studia są przyczyną głębokich urazów i kompleksów. Tymczasem w „starej” Europie można bez trudu radzić sobie na rynku pracy z wykształceniem, np. licencjackim. Trzyletnie szkoły „zawodowe” nie zaprzątają młodych głów zbędną teorią. Uczą mierzalnych kompetencji i wypuszczają na rynek z konkretnym zawodem lub uprawnieniami.

Fałszywa, zła sława szkół zawodowych opiera się wyłącznie na stereotypach. W rzeczywistości wybór pomiędzy studiami, a zdobyciem konkretnego zawodu jest po prostu dowodem dojrzałości i realizmu. To często wybór pomiędzy życiem sfrustrowanego inteligenta bez pracy i zawodu, a życiem „fachowca” z pracą i pieniędzmi.

Jeszcze jedna cegła w murze...

Rzecz jasna, jak to w życiu, nic nie jest czarno-białe. Szkoły uczące zawodu, na każdym poziomie, (od zawodówek po szkoły wyższe) również potrzebują reform.

Celem szkół zawodowych niższego szczebla powinno być zatarcie wizerunku „szkół dla nieinteligentnych”. Kluczem jest odpowiednio wysoki poziom nauczania (zwłaszcza przedmiotów matematyczno-technicznych) i wprowadzenie obowiązkowej nauki kilku języków obcych.

Nie sposób też podnieść wartości kształcenia zawodowego bez wprowadzenia uprawnień i przedmiotów nauczania zgodnych z normami międzynarodowymi.

Wreszcie – powiedzmy sobie jasno - szkolnictwo zawodowe to nie tylko dobrze znane zawody typu – fryzjer, krawiec lub kaletnik. To, dzisiaj, przede wszystkim zawody związane z nowoczesnym, skomputeryzowanym przemysłem i - na wyższym poziomie – z badaniami naukowymi. Nie da się też uczyć zawodów w izolacji od reszty świata. Bez znajomości języków i uczenia mobilności zawodowej ani rusz!

Na przykład, holenderskie miasto Eindhoven jest celem migracji zarobkowych młodych techników i inżynierów z całego świata. Miasto przystąpiło do międzynarodowego programu szkoleń zawodowych. Szkolenia prowadzone w, między innymi, „Smits Machinefabriek” uczą kompetencji zgodnych z międzynarodowymi wymaganiami kwalifikacyjnymi.

Europa już wie, że wizja postindustrialnej ekonomii z powszechną pracą, dla „ogólnie wykształconych”, była czystą mrzonką. Europa wraca do szacunku dla konkretnych umiejętności, wąskich specjalizacji i pracy rąk. Pod warunkiem jednak, że będzie to praca dla wysoko wykwalifikowanych, znających języki, mobilnych zawodowo speców od „high-tech”.





--------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Do poczytania:

International qualifications. CEDEFOP. Luxembourg 2012 http://www.cedefop.europa.eu/EN/Files/4116_en.pdf

Przepisy wprowadzające reformę ustroju szkolnego, Ustawa z dnia 8 stycznia 1999 Dz.U. 1999 nr 12 poz. 96
http://isap.sejm.gov.pl/DetailsServlet?id=WDU19990120096

Beata Igielska: „Popsuto nam reformę. Rozmowa z prof. Mirosławem Handke.”
http://www.edufakty.pl/download/ef08/08.pdf

Prof Lynda Gratton: The globalisation of work - and people. BBC News and Business. http://www.bbc.co.uk/news/business-19476254
ZOBACZ TAKŻE:
WIĘCEJ NA TEMAT:
PracaEdukacjaUczelnieSzkoły
Skomentuj